trzy

Lublin. Leżę na łóżku w wynajętym mieszkaniu i przerzucam profile kobiet na Tinderze. To wciąż jest dla mnie źródło nieprawdopodobnej ekscytacji - ta świadomość, że każda z tych, które polubiły mój profil po zastosowaniu odpowiedniej perswazji dałyby mi dupy. Obciągnęły. Skakałyby na moim kutasie, jęcząc w mniej lub bardziej udawanym orgazmie.


Jeśli o mnie chodzi - nie obchodzą mnie ich orgazmy. Potrzebuję tylko, żeby zrobiły z siebie szmaty dla mnie. Żeby błagały o odrobinę ciepła, tak jak ja kiedyś błagałem.


Oglądam zdjęcia - uśmiechnięte dziewczyny w wyuzdanych pozach. Wygładzone filtrami, upozowane na tle widoczków z zagranicznych podróży albo pokazujące swoje oryginalne hobby. Opisy, w których każda z nich zaprzecza zdjęciom, próbując zabłysnąć inteligencją. Tryskające optymizmem cytaty, którymi walą po oczach. Litanie nazwisk twórców popkultury, które świadczą o ich wyrafinowanym guście.


Po drugiej stronie mamy zapewne analogiczne obrazki - zdjęcia samochodów, zdjęcia z siłowni. Opisy, w których panowie pozują na wrażliwych twardzieli. Powinienem przynajmniej raz w życiu poudawać kobietę na Tinderze - to może być ciekawe doświadczenie.



Trzeba uspokoić rytm. Nigdy nie dotrę nigdzie z tą opowieścią, jeśli będę wciąż skakał z tematu na temat.



Małgorzata (Małgosia, jak wpisała w swój profil na Tinderze) ma wyraźne zmarszczki wokół oczu. Podobno ma trzydzieści lat, ale wygląda na dobre pięć więcej - zniszczona cera, wyraźna fałda tłuszczu pod brodą. Zapewne ma parę kilo nadwagi - maskuje to luźnym ubiorem i długą spódnicą. Nie ma w sobie nic z gwiazd porno, które oglądam w internecie. Dodajmy jeszcze do tego chytry, pełen ukrytej złośliwości wyraz twarzy - i mamy całkiem niezły obraz tego jak wygląda.


Tym, co najbardziej zwraca uwagę w wyglądzie Małgorzaty są jednak jej rzęsy - tandetne, zrobione przez jakąś osiedlową „ekspertkę” szczoteczki przyklejone do jej powiek. Zastanawiam się przez moment czy można by nimi wyczyścić zęby i chyba uśmiecham się do swoich myśli, bo ona wyłapuje mój uśmiech i odpowiada na niego.


Kiedy się z nią witam zwracam uwagę na kolejny szczegół. Głos. Straszliwie skrzypiący, słychać w nim te wszystkie wypalone papierosy i wypitą wódkę. Kiedy się odzywa nie mam już żadnych wątpliwości - to tępa dzida, niestety niezbyt atrakcyjna. Ale zostaję - nigdy nie odpuszczaj szansy, to bardzo ważna zasada.


Już po paru minutach zaczyna unikać mojego wzroku i zdaję sobie sprawę że to dlatego, że bardzo jej się podobam. Wtedy też odpala najcięższe działo - przyznaje się, że ma pięcioletniego syna, którego za chwilę musi odebrać z przedszkola.



Czekam przed wejściem. Małgosia weszła do środka odebrać swoje dziecko - mógłbym teraz zniknąć, ale tuż przed tym jak straciłem ją z oczu zażartowała „tylko nie ucieknij”. Nie dam jej tej satysfakcji.


W końcu wychodzi, a jej syn - rezolutny szkrab, który nie pierwszy raz zapewne znajduje się w tej sytuacji - po początkowej prezentacji od razu zaczyna mówić do mnie „wujku”. To nie jest pierwsza taka sytuacja w jego życiu zapewne. Kiedy ruszamy przed siebie łapie mnie za rękę - ale jego matka reaguje oburzeniem i kategorycznie mu tego zabrania.


Później - plac zabaw. Młody, któremu matka nadała jakieś wybitnie idiotyczne imię, bawi się z innymi dzieciakami. My we dwoje siedzimy na ławce i rozmawiamy - rozmowa się nie klei, a dodatkowo zaczynam zwracać uwagę na szczegóły, których wcześniej nie zauważyłem - Małgosia ma bardzo kiepską cerę, zniszczoną przez kilogramy podkładu. Zaniedbane dłonie i stopy - pokryte zrogowaciałym naskórkiem, o krótkich, grubych palcach. Paznokcie u dłoni wyglądają jak szpony jakiegoś ptaka - gdyby nie to, że są pomalowane na wściekły róż zapewne dostrzegłbym pod nimi pokłady brudu. Na samą myśl, że te dłonie miałyby trzymać mojego kutasa skręcam się z obrzydzenia. Ale siedzę, robiąc dobrą minę do złej gry.


Małgosia chichoce - irytujący, piskliwy śmieszek, który włącza się jej bez żadnego wyraźnego powodu w odpowiedzi na każdą moją wypowiedź. Kiedy mówię jej, że przyjechałem do Lublina z Warszawy żeby się zabawić, udaje, że nie wie co mam na myśli - ale wciąż widzę, że jej się podobam i w głowie już zapewne wyobraża sobie, jak będę ją ruchał.


Mam ochotę wejść pod prysznic.


Ale składam ostatecznie propozycję. W głowie mam cały czas to wielkie mieszkanie, które wynająłem i paczkę prezerwatyw kupioną zaraz po przyjeździe. Na moje szczęście, ona odmawia. Widać, że żałuje, bo zaraz zaczyna tłumaczyć - jej sytuacja życiowa nie pozwala na takie ekscesy, musi zajmować się synem, a nie mieszka w Lublinie, musiałaby dojechać kilkadziesiąt kilometrów. Udaję żal.


Rozstajemy się po koszmarnie długich trzydziestu minutach - odprowadzają mnie na autobus i żegnam ich z ulgą.


Jeszcze w autobusie usuwam ją z moich par na Tinderze.